Dlaczego warto rzucić palenie?

Palisz papierosy nałogowo? A może sięgasz po papierosa tylko na imprezie, lub okazjonalnie w towarzystwie? Niezależnie od tego, negatywne skutki palenia papierosów mogą dosięgnąć także Ciebie. Dowiedz sie, dlaczego warto rzucić palenie i podejmij decyzję, która może zaważyć na całym Twoim życiu.

Rzucanie palenia nie jest łatwe. Im dłużej palisz i częściej sięgasz po papierosy, tym trudniejsze będzie zerwanie z nałogiem. Jednak warto rzucić palenie. Przemawiają za tym naprawdę liczne powody. Jakie? Oto kilka z nich.

Warto rzucić palenie dla zdrowia

Palenie szkodzi zdrowiu, choć brzmi to jak frazes, jest to szczera prawda. W jaki sposób szkodzi? Zacznijmy od początku. Przede wszystkim to, co najbardziej szkodliwe w papierosach nie jest to wcale nikotyna, która uzależnia palacza fizycznie. Najgorsze są tak zwane substancje smoliste, które bardzo negatywnie wpływają na układ oddechowy palacza. Mają one też działanie rakotwórcze. Wszystkie statystyki medyczne wskazują, że osoby palące papierosy są w grupie ryzyka zachorowań na raka. Jest to przede wszystkim rak płuc oraz nowotwory układu oddechowego, ale palenie zwiększa tez ryzyko innych nowotworów. Poza tym palenie powoduje choroby układu krążenia, może prowadzić do powstawania zakrzepów i zatorów, a nawet do śmierci. także zawał jest bardziej prawdopodobny, jeśli nałogowo palisz papierosy. Papierosy powodują też nadciśnienie tętnicze i negatywnie wpływają na pracę naczyń krwionośnych. U palaczy pojawiają się tez duszności oraz problemy z prawidłowym oddychaniem, a także charakterystyczna chrypka i kaszel. Mało kto wie, że palacze mają częściej problemy z osteoporozą i układem kostnym. Co jeszcze im grozi? Zwiększone ryzyko próchnicy i ubytków w zębach, bo osadzający się u palaczy kamień nazębny jest znakomita pożywką dla rozwijających się w jamie ustnej szkodliwych bakterii. Palenie papierosów to też najlepsza metoda, by skrócić swoje życie. Palacze żyją krócej.

Warto rzucić palenie dla urody

Choć wiele pięknych gwiazd pali, wystarczy zobaczyć ich zdjęcia, które nie zostały komputerowo wyretuszowane, żeby zrozumieć, w jaki sposób palenie niszczy urodę. Zacznijmy od skóry. U palaczy cera jest ziemista, sucha, o nierównym kolorycie. Bardzo szybko się starzeje i pojawiają się na niej zmarszczki. Wokół ust zarysowują się tak zwane zmarszczki palacze, bardzo postarzające i psujące estetyczny wygląd twarzy. Kolejny problem to zęby, ktore u palaczy są żółte, pokryte osadem i ciemnym nalotem. Dodajmy do tego też śmierdzący i nieświeży oddech. Palenie papierosów negatywnie wpływa też na paznokcie i powoduje, że skóra na palcach żółknie. Palenie papierosów zwiększa tez podatność kobiet na cellulit. Także włosy stają się suche, matowe i łamliwe. Tak naprawdę nie ma szans, by nałogowe palenie papierosów i dobry wygląd szły w parze.

Warto rzucić palenie z powodów finansowych

ile kosztuje palenie papierosów? Coraz więcej, bo cena papierosów wciąż rośnie. Nawet jeśli jednak wybierasz tańsze, podrabiane papierosy, sam koszt zakupu paczki papierosów nie jest tożsamy z kosztami palenia. Weź pod uwagę, że palacze zarabiają mniej i wolniej awansują. dlaczego? Cóż, trudno powierzyć poważne negocjacje osobie, której po prostu śmierdzi z ust papierosami. Poza tym palacze często zaniedbują swoje obowiązki i wymykają się z pracy na dymka. Zresztą nałogowcy uchodzą za osoby o słabej woli, a więc jest ot źle widziane w pracy. kolejny koszt palenia to cena zakupu preparatów, ktore niwelują jego skutki. Są to kremy odmładzające, witaminy i suplementy, ktore naprawiają nieco wygląd zrujnowany przez papierosy. Z czasem koszt palenia rośnie, bo należy do tego dodać także cenę leków. Jesli papierosy spowodują u ciebie raka, zrozumiesz, dlaczego jest to tak drogi nałóg.

Warto rzucić palenie by mieć dzieci

Planujesz dziecko? Rzuć palenie! Nie chodzi nawet o to, że papierosy szkodzą dziecku, nawet w formie biernego palenia, ale o to, że są one przyczyną problemów z poczęciem potomstwa. U kobiet papierosy mogą powodować poważne problemy z zajściem w ciąże, szczegolnie, jesli pani przekroczyła już trzydziesty rok życia i pali od około dziesięciu lat. jednak papierosy negatywnie wpływają tez na męską płodność. Przede wszystkim mogą one powodować impotencję, co zupełnie uniemożliwia naturalne poczęcie dziecka. dodajmy do tego, że plemniki nałogowych palaczy są często uszkodzone, a nawet występuje tak zwany syndrom leniwego plemnika, czyli są one zbyt wolne, by z sukcesem dotrzeć do komórki jajowej. Palenie papierów przez oboje rodzicom może też doprowadzić do poronienia. Dzieci nałogowych palaczek zwykle rodzą się mniejsze, lżejsze i mniej odporne.

Warto rzucić palenie by być zdrowszym, silniejszym i ładniejszym. Osoby niepalące mają lepszą kondycję, cieszą się udanym seksem i mają większą szanse, by z sukcesem wychować dzieci, doczekać się wnuków i prawnuków. To najlepszy powód, by rzucić palenie, nawet jesli wymaga to wysiłku i wyrzeczeń.

Czy palenie papierosów może doprowadzić do utraty kończyn?

Jaką zająć postawę wobec palenia papierosów?

Gdy już porusza się temat palenia papierosów, a właściwie bardziej rzucania palenia, siłą rzeczy wychodzi z tego straszenie ludzi. Straszenie konsekwencjami. Tego nie da się uniknąć. No bo w tym wypadku można przyjąć dwie postawy. Z zasady skrajne. Można rzecz bagatelizować i twierdzić uparcie, że jacyś nawiedzeni goście bronią człowiekowi tej małej przyjemności. Wszak papieros to nie zbrodnia. Nikogo się nie zabija, można być dobrym współmałżonkiem i rodzicem. Można kochać ludzi i zwierzęta, a nawet pozytywni bohaterowie nie są wszak pozbawieni drobnych wad charakteru. Zawsze jeszcze panowie mogą dodać, że facet bez nałogów to nie facet…
Druga skrajność polega na dowodzeniu, jakie to szkody zdrowiu przynosi palenie. Na wynajdowaniu wszelkich możliwych chorób, by palacza wystraszyć. Trzeba nim wstrząsnąć to się opamięta. Trzeba pobudzić jego wyobraźnię,.
Sami przyznacie, że trudno zająć inne prócz tych dwóch stanowisko. No chyba, że jeszcze weźmiemy pod uwagę całkowitą obojętność. Ja nie palę i temat mnie nie interesuje. Do pewnego czasu tak właśnie sam postępowałem. Rzuciłem palenie ze względu na zdrowie i sport, ale niespecjalnie interesowało mnie co z tym zrobią inni. Jednak to na dłuższą metę się nie udaje. Nie tylko dlatego, że nie można obojętnie patrzeć jak ludzie wokół nas niszczą sobie zdrowie, ale też od czasu do czasu złość mnie bierze, jak ktoś mi dmucha dymem w twarz i nie widzi w tym problemu. Powiecie, że to nie jest już sprawa samego palenia, ale zwykłej grzeczności. Może i tak. Niemniej przeszkadza i tyle.
W każdym razie mam nadzieję, że nie weźmiecie mi tego za złe, ale z obojętności przeszedłem do straszenia. Potraktujcie to z pewnym przymrużeniem oka, aczkolwiek nie tak dużym by nic nie robić. Wbrew pozorom jestem po Waszej stronie i po stronie Waszego zdrowia.

Następny straszak na palących mężczyzn – choroba Burgera

Kolejnym poważnym straszakiem jest choroba Burgera. Sam opis brzmi dość nieprzyjemnie. Jest to odcinkowe i wieloogniskowe zapalenie żył. Co się za tym kryje? Stopniowe zawężanie i zamykanie mniejszych tętnic w kończynach dolnych, a niekiedy górnych. Niejednokrotnie można przeczytać w artykułach opisujących tę chorobę bardzo mocne stwierdzanie, które w zamyśle ma wstrząsnąć czytelnikiem – albo papierosy albo nogi. Twój wybór. Wszystko dlatego, że choroba Burgera może skończyć się nawet amputacją. Brrr…
Bardzo ciekawy jest fakt, iż choroba ta w dużej mierze dotyczy mężczyzn a nie kobiet. Najczęściej występuje u panów zamieszkałych na terenach śródziemnomorskich, którzy palą papierosy. Ta zbieżność pozwala mi postawić pewną hipotezę. Wydaje się całkiem możliwe, iż choroba ta ma podwójną przyczynę. Pojawia się jako odpowiedź na dietę i palenie. Na dietę niezdrową rzecz jasna. Wbrew modzie, tzw. dieta śródziemnomorska nie jest zdrowa. Jest niebezpieczna dla serca, prowadzi do otyłości i wielu innych chorób. Gdy dołożymy do niej papierosy, to może również wywołać chorobę Burgera.
W diecie tej pojawia się mnóstwo węglowodanów, a mało jest tłuszczów nasyconych. Tych, które podobno są odpowiedzialne za choroby serca. Tymczasem wbrew obiegowym opiniom nic tego przekonania nie potwierdza. Sercu nasycone kwasy tłuszczowe są niezbędne. To dla niego to jedyne źródło energii. Gdy zaczyna brakować tłuszczu, serce może się zbuntować.
Dziś podobny model żywienia rozpowszechnia się w wielu krajach coraz dalej od swojej kolebki. To też powoduje coraz większe spustoszenie zdrowotne. Otyłość staje się plagą światową, a choroba Burgera już dawno opuściła ciepłe południowe plaże.

Przykład mówi więcej niż statystyka

Musimy sobie uświadomić, że przekarmiony węglowodanami organizm, który jednocześnie nie otrzymuje odpowiednich porcji białka i tłuszczu, traci swoją naturalną odporność. Układ immunologiczny zaczyna funkcjonować niezgodnie ze swoim przeznaczeniem. Nie wiadomo dokładnie, jak wiąże się to z paleniem. Z racji, że jest to schorzenie autoimmunologiczne, czyli takie w którym organizm „atakuje” sam siebie, można domniemywać, że palenie papierosów pobudza układ sympatyczny i nasila niekorzystne procesy. Na pewno efekt końcowy jest przerażający. Nikt chyba nie chce doprowadzić się do amputacji kończyn. O ile można spotkać ludzi ze skłonnościami samobójczymi, o tyle utrata części ciała przeraża każdego. Wielu wolałoby już śmierć.
W tej sprawie bynajmniej nie odwołuję się tylko do doniesień medycznych, czy do statystyk. Tak się składa, że znam osobę, która w taki sposób straciła nogę. Więc nie jest to dla mnie temat abstrakcyjny.

Konieczne zmiany w życiu

W zasadzie nie muszę chyba tłumaczyć co zrobić, by ustrzec się takich konsekwencji. Odpowiedź jest prosta. Rzucić palenie i zmienić nawyki żywieniowe. Trzeba przestać wierzyć obiegowym opiniom o złym tłuszczu. Należy zwiększyć w diecie podaż białka i tłuszczów zwierzęcych. Natomiast ograniczyć do minimum węglowodany.
Z tej perspektywy najgorszym połączeniem wydaje się np. obiad z dużą ilością makaronu, ryżu czy ziemniaków, a po nim obowiązkowy papieros. Podobnie będzie z zestawem – kawa, ciastko i papieros. Inna groźna sytuacja pojawia się, gdy palimy i lubimy od czasu do czasu wypić piwo czy wino. Z perspektywy choroby Burgera o wiele bezpieczniejsza wydaje się konsumpcja wódki. Mam tylko nadzieję, że nikt z Czytelników po przeczytaniu tego artykułu nie ograniczy się jedynie do zmiany rodzaju napojów wyskokowych.

Śmierć przychodzi jutro

Pytanie: Czy jest życie przed śmiercią? – zdaje się nikogo nie interesować.
Anthony de Mello

Nie śmierci się boimy, lecz myśli o niej
Seneka Młodszy

Ostrze krytyki społecznej

Można posądzać mnie o chęć szokowania. Nawet nie będę się tego wypierał. Pewnie trochę racji w takim posądzeniu będzie. Lubię tak pisać teksty, by zmuszały do jakiejś reakcji emocjonalnej i do nieco bardziej krytycznego myślenia.
My Polacy potrafimy być bardzo krytyczni. Wobec innych. Krytykujemy rząd oraz wszystkie możliwe aspekty życia w kraju nad Wisłą. Począwszy od biurokracji, a na niedouczonych lekarzach i spóźniających się pociągach skończywszy. Cóż można zrobić? Sam też niekiedy ulegam tej tendencji. Można sobie usiąść ze znajomymi przy kawie lub czymś mocniejszym i powiedzieć kilka mocnych słów na temat absurdów otaczającej nas rzeczywistości. Czemu nie? Tylko co to zmieni…
Ta nasza krytyka, taka ostra i zwrócona przeciw innym, nagle ulega mocnemu przytępieniu, gdy chodzi o nas samych. Własnych nieracjonalnych zachowań nie mamy ochoty dostrzegać. Dla samych siebie łatwo znajdujemy wytłumaczenie. Jutro nie jest ważne. Ważne jest dziś i to, że zabawa trwa. Jutro przychodzi śmierć? No to będziemy się martwić jutro. Dzisiaj ochoczo dorzucamy cegiełki do absurdalnej budowli postracjonalizmu.

Niekonsekwencja i samooszukiwanie się

Już dawno psychologowie dostrzegli fakt naszej nonszalancji i wręcz braku racjonalności w niektórych sferach. Nie przejmujemy się naszym zdrowiem nawet jeśli wiemy, że prowadzony styl życia szybko je zniszczy. Wydaje nam się, że mamy dużo czasu, by to naprawić. Powiem więcej. Wydaje nam się, że jesteśmy niezniszczalni i nieśmiertelni. Później bywa już za późno. „No bo ja to lubię” – ma wytłumaczyć wszystko.
Szczególnie widać to w kwestii palenia. Wiemy, że palenia szkodzi, lecz jednocześnie pomniejszamy znaczenie tego faktu. To tak jakbyśmy twierdzili, że pewnie innym szkodzi, nam nie. W każdym razie nie tak bardzo. Dziś jest dobrze przy dymku, wszak śmierć przyjdzie dopiero jutro. Nie chcemy przyznać, że to jutro jest bliżej niż sądzimy. Niż chcemy sądzić.
Niejeden człowiek już bardzo schorowany, czy wręcz na łożu śmierci zaczynał żałować. Można było żyć lepiej, można było żyć dłużej, a teraz jeszcze cieszyć się życiem. Straszę? Uprawiam tanią propagandę? Może i tak.
Oczywiście, że osoba myśląca w podobny sposób i usprawiedliwiająca się przed sobą na wszelkie możliwe sposoby, byle tylko nie rzucić palenia, uzna mnie za demagoga i nie będzie czytała dalej. Tylko jaki sens ma oszukiwanie samego siebie?
Spotkałem się już z przypadkami osób, które rzucały palenie na czas Adwentu czy Wielkiego Postu. Potem bardzo szybko wracały do nałogu. Przyznam, że nie widzę w tym sensu. Powiecie mi, że to post – forma religijnego wyrzeczenia. Pięknie. Tylko zwykle tacy ludzie w czasie tego radosnego wyrzeczenia byli wprost nie do zniesienia. Też mi post. Problem związku stresu z paleniem poruszałem już wcześniej, więc tu go pominę. Chciałbym tylko pokazać jak bardzo w tym wszystkim potrafimy być niekonsekwentni. Jak bardzo lubimy okłamywać samych siebie.
Chętnie odrzucamy wszystko co kłóci się z naszym światopoglądem. Po prostu udajemy, że tego nie ma. Podobnie robimy z informacjami, które podważają zasadność naszego postępowania. Nie przyjmujemy ich do wiadomości lub osłabiamy siłę przekazu. Mogę zachorować na skutek palenia? Dobrze, ale to nie dzisiaj. To jakieś odległe jutro. Tymczasem czas biegnie coraz szybciej.

Wyhamować w pędzie do samozagłady

Mimo wszystko proponuję się zatrzymać w tym pędzie do samozagłady. Lub przynajmniej nieco przyhamować. Bowiem jutro jest bliżej niż sądzimy. Najlepiej byłoby rzucić palenie, zadbać o dietę i zacząć się nieco więcej ruszać. Jeśli nie stać nas na tak dużo, to może choć zmiana na elektroniczne papierosy? To już samo w sobie znacznie osłabi zagrożenie, a przyjemność pozostanie. Nie zapominajmy, że śmierć wprawdzie nadchodzi dopiero jutro, ale dzisiaj się już zmierzcha…

Czy jestem antytytoniowym fanatykiem? cz. 2

Palenie papierosów to niewinna przyjemność!

Tak oto dochodzimy już bezpośrednio do problemów związanych z paleniem papierosów. Można się zgodzić z tezą, że jest to drobna przyjemność powszechnie dostępna. Pozostaje sprawą nieco bardziej dyskusyjną, na ile cierpi na tym zdrowie. Czy przytoczone we wspomnianym na wstępie artykule przykłady ludzi palących, którzy dożywali późnego wieku wystarczą, by całkowicie rozgrzeszyć palaczy?
Obawiam się, że jednak nie. To, iż niektórzy ludzie mają na tyle silny układ odpornościowy nie świadczy jeszcze o tym, że każdy może palić bezkarnie i nie odbije się to na jego zdrowiu. Możemy nawet postawić pod znakiem zapytania wyniki badań wskazujących na jednoznaczny związek palenia z chorobami płuc czy nowotworami. Jednak związki te są na tyle widoczne, że jednak wolałbym ich nie lekceważyć. Każdy przykład długowiecznego palacza przeważają setki przedwcześnie zmarłych na raka płuc.
Argument niewinnej przyjemności, przemówiłby do mnie, gdyby palacz ograniczył się do wypalenia jednego czy dwóch papierosów na dzień. To samo mogę stwierdzić o alkoholu i kawie. Dwie kawy dziennie, czy jakiś drink raz na kilka dni, to faktycznie niewinna przyjemność i trzeba być fanatykiem, bo coś takiego potępiać.
Jednak nikomu przecież nie chodzi o dwa papierosy na dzień. My mówimy o ludziach, którzy swoje dzienne zużycie liczą na paczki. Czy to jeszcze przyjemność czy psychiczny przymus? Czy przymus można jeszcze uważać za przyjemność? W moim odczuciu nie! Zwykle człowiek nie odczuwa przyjemności, gdy jest do czegoś zmuszany. Więc dlaczego bronić przymusu wewnętrznego?

Granice fanatyzmu, rozsądku i przyjemności

To rozróżnienie między nałogiem, a przyjemnością jest tu najważniejsze. Człowiek mądry i dojrzały może czasem napić się alkoholu w gronie przyjaciół, czy nawet w domu siedząc wygodnie na fotelu. Tylko idiota i alkoholik wsiądzie później do samochodu lub będzie pił tyle, że straci kontrolę nad sobą. Trzeba być fanatykiem, by potępiać pierwszą postawę, ale trzeba też być fanatykiem, by w imię wolności picia bronić drugiej.
Nie będzie chyba nadużyciem, gdy tę samą miarę przyłożymy do palenia papierosów. Być może dałoby to możliwość rozwiązania polubownego kwestii palenia w miejscach publicznych. Może nawet bez ostrych regulacji prawnych. Tylko nie ma co liczyć na taki raj na ziemi.
Rzućmy jednak okiem na tę sprawę z bliższej perspektywy. Gdyby rzecz dotyczyła kilku papierosów na dzień nikt nie musiałby się awanturować o miejsce do palenia w każdym budynku itd. Jednak przymus palenia niemal non stop sprawia, że palacz chce palić wszędzie gdzie jest, albo prawie wszędzie. Ma prawo do tej swojej przyjemności? Może i ma. Cóż mnie obchodzi jego zdrowie i jego nałogi. Tylko, czy ja nie mam prawa siedzieć w restauracji bez ciągłego wdychania dymu? W tym miejscu jego prawo wchodzi w kolizję z moim. Jego wolność z moją.
W artykule, do którego tu się odwołuję, wskazuje się na fakt, iż restauracja to miejsce prywatne. Właściciel może sobie zastrzec kto może wchodzić, a kto nie. Państwo nie ma prawa interweniować i nakazać, by nie wolno było palić. To już naruszenie wolności obywatelskiej. Piękna argumentacja. Skoro zaś większość pali, to właściciele postawią na palących (co do tej pory robili) i nagle okaże się, że niepaląca mniejszość nie znajdzie dla siebie miejsca w żadnym lokalu w mieście. Idźmy dalej. Właściciel może napisać, że nie wpuszcza Murzynów, Żydów, czy kogo tam nie lubi. Nie? Przecież może. To jego lokal! Wolność. Dyskryminacja? Rasizm? Czyli jak to jest? Jednych można dyskryminować, a innych nie?
Wiem, że dopuszczam się chwytów erystycznych. Przecież mogę siedzieć nadal w zadymionym lokalu i to nie to samo, co karteczka, że określonych ludzi się nie wpuszcza. Kłopot w tym, że ja nie chcę. Czyż nie mam prawa do tej mojej małej przyjemności siedzenia w niezadymionym lokalu?
Jeszcze jedno. Do mojego domu nie muszę wpuszczać tych, których nie lubię. Jeśli otworzę w nim restaurację, to już do pewnego stopnia staje się przestrzenią publiczną. To kolejne ważne rozróżnienie, a jeśli tak, to obrońcy palenia też dopuszczają się erystycznych nadużyć.

Większe podatki – więcej pieniędzy na służbę zdrowia

Negatywny wpływ palenia na zdrowie został udowodniony wielokrotnie. Nie jest też mitem niekorzystny wpływ biernego palenia. Do tego wskazałem tu na mylenie przyjemności z nałogiem i bronienie tego ostatniego, co dla mnie też jest formą fanatyzmu.
Cóż mi z tego, że palacze w akcyzie płacą większe podatki, więc można w naiwności domniemywać, że bardziej dofinansowują służbę zdrowia. Czy człowiek skazany na bierne palenie i utratę przez to zdrowia znajdzie w tym argumencie jakąś pociechę? Bynajmniej. Większe fundusze na służbę zdrowia wcale nie przekładają się wprost na lepsze wyniki w leczeniu. Zwłaszcza w modelach, jak nasz krajowy, gdzie większość pożera biurokracja, a lekarze budują kolejne wille dzięki pracy na czterech etatach i traktowania pacjentów zgodnie z tytułem jednego z opowiadań Marka Hłaski „Następny do raju”.

Mój fanatyzm i rzucanie palenia

Nie ulega wątpliwości, że niektóre formy walki z paleniem papierosów można uznać za fanatyzm. Na pewno też łatwo tu o nadużycia prawne. Nie wszystko co pozornie jest robione dla naszego dobra, jest takim w istocie. Musimy być bardzo wrażliwi na możliwość nadużycia władzy i odwiercanie sobie przez nią kolejnych furtek do coraz ściślejszej kontroli naszego życia.
Jednak istnieje też zwykły zdrowy rozsadek, który podpowiada, że lepiej zażywać przyjemności w małych ilościach niż w dużych. To ostatecznie źle się kończy. Nałóg nie jest czymś czego warto bronić. Już dawno przestał być przyjemnością. Jeśli nie potrafimy tego kontrolować trzeba całkiem rzucić palenie.
Więc na końcu wracam do pytania postawionego w tytule. Czy prezentując takie poglądy i takie podejście do problemów tytoniowych naprawdę jestem fanatykiem?

Czy jestem antytytoniowym fanatykiem? cz. 1

Kontrowersyjna publikacja na temat walki z paleniem tytoniu

Trafiłem niedawno na ciekawy artykuł w sieci. Ukazuje problemy związane z paleniem lub raczej ze zwalczaniem palenia w dość szczególnym świetle. Zazwyczaj ciągnie mnie do wypowiedzi kontrowersyjnych i pisanych w innym duchu niż ten panujący powszechnie. Tekst można znaleźć TUTAJ.
Przyznam, że wprawił mnie w konsternację. Co więcej zaistniała nawet pokusa, tak nieśmiało dobijająca się gdzieś w tylne ścianki mojej puszki mózgowej, by sprawę przemilczeć. Ludzi podobnych mnie, czyli takich promujących walkę z nałogiem uznano tam nie mniej ni więcej, ale za fanatyków. Osobiście nie lubię i nie popieram fanatyzmu w żadnej postaci. Tym bardziej nie podoba mi się, gdy sam zostaję napiętnowany jako fanatyk. Tak, tak. Wiem, że żaden fanatyk tego nie lubi.
Mój artykuł nie będzie wprost polemiką z owym tekstem. Jest to raczej próba uporządkowania sobie własnych poglądów na temat palenia papierosów, które co tu ukrywać, zostały nieco zachwiane. Minimum uczciwości nakazuje jakoś do problemu się odnieść, zamiast udawać, że problem nie istnieje. Nie ukrywam też, że autor artykułu i przytaczani przez niego ludzie mają – moim zdaniem – sporo racji.

Kiedy chcemy być chronieni przez państwo?

Jakiś czas temu poruszałem sprawę interwencji państwa w różne dziedziny życia. Sam zwracałem uwagę, że takie daleko idące interwencje mogą być bardzo niebezpieczne. Co nie znaczy, że czasami nie są konieczne. Wszyscy się zgodzimy, że jeśli ktoś morduje ludzi lub krzywdzi ich w jakiś bestialski sposób państwo w postaci policji powinno interweniować. Jednak ten przykład jest zbyt wyrazisty i prosty, by mógł stanowić argument w dyskusji.
Weźmy sobie coś innego, jako przykład. Kibice. Widać wyraźnie, że w ostatnich miesiącach jesteśmy systematycznie szczuci przeciw kibicom. Kreuje się ich na wrogów publicznych. Oglądałem niedawno wywiad z panią prof. Płatek, prawnikiem i karnistą. Pani profesor wykazała, że cała ta nagonka ma służyć znalezieniu kozła ofiarnego. Teraz już będzie wiadomo, że jeśli nie wyrobimy się na mistrzostwa ze stadionami i całą infrastrukturą, to winni będą kibice!
Zwróciła także uwagę na problem ustawek. Otóż dlaczego państwo ma interweniować, gdy umawiają się ludzie, by zgodnie z pewnymi zasadami okładać się po grzbietach i twarzach? Skoro dokładnie to samo dzieje się na ringach? Czy fakt, że te „nielegalne walki” nie przynoszą państwu dochodu już sam w sobie jest powodem do interwencji? Czy chodzi tu o ochronę zdrowia bijących się? Co w takim razie z bokserami? Jasne, że interwencja jest koniczna, gdy atakowane są osoby postronne, ale w innych wypadkach… Agresja wyładowana w ustawkach nie będzie eksplodowała na stadionach. Można z tą opinią polemizować, ale coś chyba w niej jest co daje do myślenia.
I jeszcze jeden przykład. Moje własne poglądy na temat zdrowego odżywania w znacznym stopniu różnią się od tych lansowanych powszechnie. Co by się stało, gdyby państwo uznało, że należy zadbać o moje zdrowie bardziej i zaczęło kontrować to co jemy. Nie wolno ci kupić mięsa, bo wedle oficjalnej wersji nie jest zdrowe. W tym miesiącu zjadłeś go już za dużo. Masz jeść soję, którą ty uważasz za niezdrową, ale MY mówimy, że jest zdrowa itd. Czy nie byłoby to totalitaryzm gorszy od tych, z którymi dotychczas mieliśmy do czynienia?
Czyż przepisy w sprawach używek nie wskazują na taki kierunek we współczesnym demokratycznym ustawodawstwie? Przyznam, że sam boję się własnych przepowiedni.

Palenie papierosów, picie alkoholu – między zdrowiem a prawem

Powróćmy teraz na grunt używek. Alkohol, kawa i papierosy. Ewentualnie można jeszcze dodać narkotyki czy modne obecnie dopalacze. Te ostatnie też stały się niedawno przedmiotem dość dziwnej kampanii propagandowej, ale nie wchodźmy we wszystkie możliwe szczegóły. Tym co jest ważne przy każdej z tych substancji jest kilka kluczowych pytań. Na ile poszczególne z nich uzależniają i szkodzą zdrowiu jednostki z nich bezpośrednio korzystającej? To zazwyczaj podnosi się na początku we wszystkich dyskusjach. Zwykle też daje asumpt państwu do wprowadzania ograniczeń i wyższych podatków. Radzę zapamiętać zwłaszcza to ostatnie. Wyższe podatki. Czy skoro zapłacę więcej za butelkę wódki lub paczkę papierosów, to mniej mi zaszkodzi? Może za sprawą wyższej ceny kupię mniej tego towaru i tym samym mniej będę rujnował swoje zdrowie? Trzeba dużej dozy naiwności, by uwierzyć w taki scenariusz. Ktoś naprawdę uzależniony i tak zrobi wszystko, by zdobyć upragnioną używkę. Znam wprawdzie przykłady ludzi, którzy rzucili palenie, gdy znacznie wzrosły ceny papierosów, ale to niewielki procent. Może warto dla tego niewielkiego procentu?
Wiadomo też, że im wyższe ceny oficjalne, im większe podatki, tym bardziej wzrasta tzw. szara strefa i nielegalny obrót. Na nim traci nie tylko państwo, ale zwróćcie uwagę, jak zażarcie ściga się takie praktyki. Bardziej niż morderców i złodziei. Już sam Al Capone przekonał się, jaki rodzaj przestępstw nie zostaje wybaczony nigdy.
Szkodzi to także nam. Odbiorcom. Bo jeśli połakomimy się na taki nielegalny towar bez akcyzy i VATu, to tym bardziej ryzykujemy zdrowie. Nie wiadomo co możemy kupić i wypić, czy wypalić. No więc kto właściwie na tym zyskuje?
Teraz przejdźmy do kolejnych pytań. Na ile przyjmując owe substancje uznane za używki, a więc w jakimś stopniu niezdrowe, szkodzimy innym ludziom z naszego otoczenia? Niby odpowiedź jest prosta. Mnie osobiście nie przeszkadza ktoś kto sobie wypije kilka drinków, głupio pogada i idzie do domu. Sam tak robię od czasu do czasu. Tym bardziej mnie osobiście – ten osobisty stosunek podkreślam tu nieprzypadkowo – nie przeszkadza ktoś pijący obok mnie kawę. Sam też piję. Mogę wprawdzie czasem napomknąć komuś, że czegoś nadużywa i sobie szkodzi, ale z punktu widzenia własnego zdrowia i dobrze pojętego egoizmu, tak bardzo mnie to nie martwi. Chyba, że chodzi o bliską osobę.
Jeżeli jednak ktoś po alkoholu wsiada za kierownicę samochodu, to już mnie osobiście dotyczy. Może mnie rozjechać. Może w każdej chwili wjechać na chodnik i wbić moją skromną osobę w drzewo. Może trzasnąć w moje auto i w najlepszym wypadku stracę pieniądze, a w najgorszym zdrowie, życie lub bliską osobę.
Ktoś inny nie jeździ po pijanemu, ale ma inne hobby. Leje potem dzieci i żonę. Mnie osobiście może to nie obchodzi, ale aż takim egoistą nie jestem i jakąś elementarną wrażliwość na ludzką krzywdę posiadam. Mam nadzieję, że w opisanych przykładach łatwo wytyczyć granicę, za którą państwo już bezwzględnie powinno interweniować.
Więc łapaniu pijanych kierowców mówię zdecydowanie – Tak. Jednak, czy zakaz picia w miejscach publicznych nie jest już nadużyciem władzy? Może i picie na ulicy razi czyjąś estetykę, ale czy zbrodnią będzie siedzenie sobie na ławce w parku z piwem? Może właśnie to jest przejawem fanatyzmu? Co gorsza wstępem do coraz większego uwłasnowolnienia społeczeństwa. Każdy precedens i każdy zakaz otwiera furtkę do wprowadzania kolejnych ograniczeń. Tak już nieraz w historii bywało.
Póki co odwoływałem się do przykładów ogólnych. W kolejnej części postaram się odnieść bardziej do problemu palenia papierosów. Widać jednak, że sprawy te są powiązane i trudno rozpatrywać jest bez pokazania szerszego kontekstu.

Zastąp nałóg „nałogiem”

Kreatywność zamiast silnej woli

W poprzednich artykułach mojego autorstwa i nie tylko mojego, staraliśmy się pokazać, że droga do pozbycia się nałogu palenia może wyglądać bardzo różnie. Istnieje wiele metod i sposobów. Stopniowe ograniczanie, elektroniczne papierosy itd. Niegdyś akcentowano bardzo tzw. silną wolę. Dziś wiadomo, że samo to pojęcie jest nieostre i nic nie wyjaśnia. Często nawet może dodatkowo wpędzać w poczucie winy, gdy nie uda się zerwać z nałogiem.
Silna wola to przeżytek minionych epok i rozważań teologicznych na temat istoty grzechu i nawrócenia. Z jednej strony augustiańska koncepcja łaski, a z drugiej pelagianistyczna wizja doskonalenia silnej woli. Później spór jezuitów z dominikanami… Jednak nie będziemy się tu wgłębiać w subtelności, z którymi teologia zmaga się od dwóch tysięcy lat. Continue Reading »

Rozważania biernego palacza

Nasza kultura osobista

Pozwólcie, że jeszcze trochę po marudzę na temat palenia w miejscach publicznych. Jest to bowiem problem tzw. biernych palaczy, do których grona chcąc nie chcąc się zaliczam. Niegdyś mi to tak bardzo nie przeszkadzało. Z czasem nabyłem trochę wiedzy i zacząłem dbać bardziej o własne zdrowie, bo przekonałem się, że stracić je łatwo, odzyskać już niekoniecznie.
Lata palenia czynnego mam już dawno za sobą. Lata palenia biernego chyba jeszcze ciągle trwają. Nic nie zapowiada, by szybko miały się skończyć. Nie będę po raz kolejny poruszał spawy ustawy zakazującej palenia w miejscach publicznych. Wypowiedziałem się już na ten temat kilka razy. Rzecz jednak nie tyle dotyczy ustawy co zwykłej kultury osobistej, a tej u nas coraz mniej. No bo niby skąd się ma brać? W telewizji posłowie i inni politycy zachowują się jak się zachowują, w różnych tak zwanych programach publicystycznych też raczej stawia się na średnio chamskie postawy, co promuje się pod nazwą przebojowość. Jak jeszcze słyszę matkę ryczącą strasznym głosem rannego łosia na swoją sześcioletnią córkę: „Ty k…” – to opuszcza mnie reszta iluzji i nadziei na lepszy świat. Continue Reading »

O Allena Carra sposobie na walkę z nałogiem

Allen Carr określany jest mianem guru od rzucania palenia. Jego metoda, niezwykle popularna na całym świecie, pomogła wielu osobom rozstać się z nałogiem. Czy rzeczywiście jest tak rewelacyjna? Najprawdopodobniej tak, pod jednym warunkiem – musi trafić na odpowiedni grunt. Innymi słowy palacz najpierw podejmuje decyzję o rzuceniu palenia (a nawet rozstaje się z papierosem) a następnie w decyzji tej się utwierdza czytając książkę.
Ostatnio na naszej facebook’owej tablicy pewien pan uczynił bardzo słuszne spostrzeżenie treści następującej: “czytając Allena Carra można palić”. To prawda. Można, ale większość aktywnych palaczy nie czyta. Odkłada książkę na półkę i czeka… na co? Continue Reading »

System rzucania palenia

Masz problem – my go rozwiążemy

Tak już jest na świecie, że każdy problem mający zasięg społeczny, czyli obejmujący większą grupę ludzi, zwykle doczeka się setek rozwiązań. Już od wieków funkcjonowali ludzie zajmujący się rozwiązywaniem takich problemów. Zwykle stanowiło to podstawę ich utrzymania. Zwykle też było jedynie oszustwem, choć co ciekawe oszustwo to czasami działało i nagle stawało się rozwiązaniem skutecznym.
W ostatnich latach tak się namnożyło tych „rozwiązywaczy” problemów, że proponują nam na każdym kroku rozwiązania problemów, które nas nawet nie dotyczą. Setki maili, pełno reklam w skrzynkach pocztowych, czy wreszcie telefonu z „korzystną” propozycją kredytu. No bo przecież oni ciągle myślą o mnie i chcą rozwiązań moje problemy. W tym wypadku finansowe.
Istnieje sporo metod i trików dzięki którym manipuluje się ludźmi. Każdy z nas choć raz w życiu dał się oszukać i przyjął taką „pomoc”. gdy wmówiono mu, że ma problem albo potrzebę. Na ten temat powstały książki i prace z psychologii. Prym wiedzie w tym temacie prof. Ciardinii. Continue Reading »

Drugie dno palenia papierosów

Galimatias poglądów i pojęć

Pokazałem już wcześniej, że do problemu palenia można podejść bardzo różnie. Można wręcz zachwalać palenie papierosów czy fajki, jako swoistą przyjemność. Można bronić palenia i uważać, że jest przejawem wolności obywatelskiej. To ostatnio dość modna postawa. Istnieje też możliwości traktowania go, jako kłopotliwego ale nie aż tak szkodliwego nałogu. Tak ciągle jeszcze postępuje wielu lekarzy, czy na przykład księży. Ci ostatni przebąkują o tym, że to wykroczenie przeciw piątemu przykazaniu, ale… Sami chętnie zapalą sobie po mszy.
Mamy też protesty przeciwko biernemu paleniu, nowe ustawy, reklamy społeczne i cały ten stos nieporozumień wokół papierosów elektronicznych. Idąc tymi wszystkimi tropami można napisać poważną pracę naukową z zakresu socjologi o paleniu. Także pokusić się o napisanie zbioru esejów o papierosach w życiu Polaków. Będzie jak znalazł dla przyszłych pokoleń historyków. Continue Reading »